GNIAZDO: "Komandosi"

Komandosi


 
Wydawca: Ertrob 1990
Liczba graczy: 2-6
Plansza: tekturowa, lakierowana, składana z dwóch części formatu A4
Karty: Karty Zdarzeń Losowych oraz wyposażenia
Akcesoria: Kostka sześcienna, pionki reprezentujące komandosów, domki oraz części helikoptera, kartonowy "losowacz" współrzędnych

 

    W tej grze uczestnicy przybierają rolę kandydatów na komandosów, którzy po ciężkim treningu muszą zdać ostatni egzamin. Zostają przewiezieni na wyspę, a ich zadaniem jest zebranie trzech różnych części potrzebnych do uruchomienia helikoptera i dotarcie z nimi na lądowisko. Wygrywa "komandos", który najprędzej upora się z misją.

    Naiwna historyjka, za to gra znakomita. Plansza przedstawia wyspę, terytorium zmagań. Podzielono ją siatką kwadratowych pól, a brzegi planszy opisano ciągiem liczb (poziomo) i liter (pionowo). W ten sposób, niczym na prawdziwej mapie, każde pole identyfikują cyfry i litery współrzędnych, jak w grze w statki. Ze współrzędnymi wiąże się ciekawy mechanizm losowania pozycji. Wprowadzane do gry kolejne części helikoptera trafiają na losowo wybrane pola planszy. W ten sposób komandosi zdani są na przypadek, kierujący ich kroki w różne zakątki planszy.

    Oprócz historii wprowadzającej w atmosferę rozgrywki śmieszne wydają się też niektóre zasady. Najpotrzebniejszym elementem wyposażenia komandosa (!) okazują się bowiem... pieniądze! Dlatego w pudełku z "Komandosami" znajdują się papierowe banknoty, zupełnie jak w klasycznym Monopolu. Miejscowa waluta to Ertrob (od nazwy wydawcy). Płaci się za leczenie w szpitalu, przemieszczanie się po obszarach leśnych, broń i amunicję, a wreszcie za wynajem środków transportu.

    Właśnie środki transportu odgrywają istotną rolę. Poszukiwane części helikoptera leżą często w przeciwległych krańcach mapy, czasem w miejscach trudno dostępnych. Ponieważ pomiędzy komandosami trwa wyścig, to konieczne staje się wypożyczenie samochodu, motorówki albo przejazd pociągiem. Za to wszystko trzeba rzecz jasna słono płacić.

    Droga jest również broń. Prawdziwy komandos nie może obejść się bez śmiercionośnego wyposażenia. Liczba zestawów części helikoptera jest na ogół mniejsza od liczby graczy. Stąd starcia między komandosami. Żołnierze walczą wręcz, strzelają z karabinu lub wyrzutni rakiet. Pokonanemu nieszczęśnikowi zwycięzca zabiera ekwipunek i części helikoptera. Istnieje jednak możliwość zabezpieczenia przed atakiem, chowając po prostu przedmioty i pieniądze w wybudowanym, prowizorycznym domku.

    Pieniądze, domki, wynajmowane samochody raczej nie kojarzą się z komandosami. Na szczęście gra oferuje doskonały mechanizm rozgrywki i wesołą atmosferę, która pozwala przymknąć oko na niedociągnięcia w warstwie fabularnej. Losowe rozmieszczenie pionków wzmaga radosny chaos na planszy. Pogłębiają go jeszcze rozmaite zdarzenia losowe. Dodatkowe misje, możliwości zdobycia gotówki, oferty darmowego transportu, pułapki, niesprzyjające okoliczności - to wszystko rozkręca zabawę na całego. Gra jest płynna i dynamiczna.

    Oprawa "Komandosów" wydaje się niejednolita. Ładna, kolorowa plansza z przemyślanym rozmieszczeniem obiektów jakoś nie idzie w parze z brzydkimi plastikowymi pionkami. Na małych kartach broni i amunicji widnieją całkiem przyzwoite obrazki, za to Karty Zdarzeń pozbawione są jakiejkolwiek grafiki. Mają przy tym niezbyt elegancką czcionkę. Opracowanie graficzne nie tworzy zgranej całości. Trzeba jednak przyznać, iż dobry mechanizm rozgrywki pozwala w ogóle nie zwracać uwagi na jakość oprawy.



Rzuć okiem na szczegółowy opis gry.




Przejdź do strony głównej GNIAZDA.

Przejdź do listy wszystkich opisanych gier.